Blog

Dlaczego nie ma polskich innowacji i jak to zmienić?

Dlaczego nie ma polskich innowacji i jak to zmienić?

O innowacjach mówi się tak wiele, że zaczynamy je wszędzie dostrzegać. Niestety, gdy przyglądamy się im z bliska, zachowują się jak przyjaciel Kubusia Puchatka: im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej tam Prosiaczka nie było. Dlaczego nie ma polskich innowacyjnych technologii, chociaż jest sporo innowacyjnych pomysłów, są programy wspierające z środków publicznych i prywatnych (oferowanych przez duże korporacje), powstają start-upy? 

Moim zdaniem, które opieram na doświadczeniu oraz literaturze fachowej, jeśli chcemy się dalej rozwijać, powinniśmy opuścić bezpieczny świat znanych technologii i wyruszyć tam, gdzie chcielibyśmy się znaleźć za 50 lat. Ponieważ chodzi o rozwój społeczny i gospodarczy, potrzebna jest zarówno przekonująca wizja celu tej podróży, jak i udział w kosztach, jakie wiążą się z odkrywaniem dróg do celu. Na tym polega rola państwa w inicjowaniu innowacji.

Sporo wiemy o innowacjach. Ekonomiści na przykład wiedzą, że bez nich nie byłoby wzrostu gospodarczego w skali globalnej. Na temat źródeł innowacji nie ma już tak jednoznacznej opinii, ale w zasadzie jest zgoda, że innowacji nie da się zadekretować. Dofinansowywanie konkretnych technologii redukuje co prawda koszty, ale nie daje gwarancji rynkowego sukcesu, jakim jest opłacalna sprzedaż na szeroką skalę, bez dotacji.

Wiemy też, że pewne sposoby zorganizowana gospodarki bardziej sprzyjają innowacjom, niż inne. Na przykład trudno o innowacje w gospodarce centralnie planowanej, mimo tego, że w pewnych enklawach, zwykle militarnych, powstawały tam wynalazki o przełomowym znaczeniu. Jednak ostatecznie nie przyniosły one korzyści ekonomicznych, co przyczyniło się do bankructwa tego systemu gospodarczego.

Innowacjom sprzyja organizacja gospodarki rynkowej. Rynek jest niezbędny na etapie komercjalizacji, gdyż weryfikuje opłacalność przedsięwzięcia, ale to nie wystarczy. Zresztą na pewnym etapie rozwoju, nazywanym doganianiem, innowacyjność nie jest niezbędna. Najlepszym dowodem jest nasza gospodarka, która od 1993 roku nieprzerwanie rośnie, dzięki przemyślanej modernizacji. MODERNIZACJA tym się bowiem różni od INNOWACYJNOSCI, że korzysta z już sprawdzonych technologii, które można kupić na rynku. Modernizowana gospodarka rozwija się taniej, szybciej i bez technologicznego ryzyka.
Z kolei barierą rozwoju opartego na modernizacji stają się zbyt wysokie koszty pracy. I to właśnie nimi trzeba konkurować, ponieważ najnowsze komercyjne technologie może kupić każdy. Jeśli nie podniesiemy krańcowej produktywności kapitału w stosunku do konkurencji, będziemy skazani na powstrzymywanie wzrostu dochodu z pracy. Pułapka średniego dochodu polega na tym, że dalszy rozwój traci społeczny sens. Co z tego, że PKB rośnie, jeśli wraz z nim nie rosną dochody z pracy?

Aby obejść pułapkę średniego dochodu, niezbędne są takie zmiany w organizacji gospodarki, które by sprzyjały osiąganiu przewag konkurencyjnych w technologii, jakie dają innowacje. Ponieważ to państwo jest organizatorem sposobu produkcji, wiec ma wiele do zrobienia i wiele od niego zależy.

Jakie działania państwa sprzyjają innowacjom? Na pierwszym miejscu stawiam myślenie o rozwoju w kategoriach horyzontu ekonomicznego a nie kalendarzowego. O horyzoncie działań trzeba myśleć w kategoriach przechodzenia od sztywności potencjału do jego elastyczności. Najwięcej elastyczności daje okres długi, bo poruszamy się w świecie, w którym nie są jeszcze znane wszystkie technologie produkcji, które wtedy będą dostępne. Choć ich nie znamy, wiemy, że się pojawią oraz że niektóre będą miały przełomowe znaczenie. To właśnie będą innowacje. Nie spadną z nieba. Zostaną wymyślone i wdrożone przez ludzi. Powstaną w tych gospodarkach, w których już dzisiaj pracuje się nad tym, co może być potrzebne za 50 lat w świecie, będącym realizacją pewnej wizji rozwoju. Dlaczego nie mielibyśmy dołączyć do grona tych gospodarek?

Choćby ze względu na horyzont, nie da się tego osiągnąć bez udziału państwa. Należy jednak porzucić kuszące planowanie realizacji wizji. Wspominam o tym, ze względu na ciążące nam dziedzictwo planowania. Planowanie, bez względu na horyzont kalendarzowy, zawsze dotyczy średniego okresu, bo dotyczy już znanych technologii. Wizja sięga znacznie dalej, bo wkracza w obszary technologicznej niepewności, przez co jest bardziej elastyczna.

Co zatem z planowaniem? Jak pogodzić plan z wizją? Planowanie jest potrzebne. Na przykład zrównoważenie bilansu energetycznego w horyzoncie 15-20 lat wymaga od nas poruszania się w obszarze już znanych technologii, bo biorąc pod uwagę cykl inwestycyjny w energetyce, decydować trzeba dzisiaj. Konstruując plan oceniamy nasze możliwości. I tak, jak nie zaciąga się kredytu pod całą zdolność kredytową, tak samo nie konstruuje się planów bez rezerwy na nieprzewidziane wydarzenia. Co będzie, jeśli za 5-10 lat pojawię się nowe komercyjne technologie, które zmienią reguły gry? Taki właśnie scenariusz rozwija się teraz na naszych oczach, bo nieoczekiwany jeszcze 5 lat temu sukces technologii frackingu zmienia reguły gry w sektorze energii. Tych, którzy dokładnie zaplanowali przyszłość, misterny plan zwiódł. Innych, którzy wyposażeni w wizję, byli otwarci na nieuchronne zmiany, dał szansę rozwoju. Zatem planujmy, ale bądźmy otwarci na zmiany. Planów nie buduje się po to, by je realizować.

W tym miejscu dochodzimy do WIZJI GOSPODARKI w długim horyzoncie. Wizja nie może dotyczyć technologii przyszłości, bo tych jeszcze nie znamy. Wizja powinna być technologicznie neutralna. Powinna dotyczyć miejsca naszej gospodarki w Europie i na świecie i wyobrażenia sobie, co będzie nam potrzebne, by zmierzyć się z wyzwaniami, jakie nas czekają. Jeśli to wiemy, łatwiej nam antycypować przełomy technologiczne i dostosować się do ich skutków, które mogą doprowadzić do korekty wizji. Wizja, w przeciwieństwie do planu, jest elastyczna. Jej wartość użytkowa polega na tym, że jeśli pojawiają się nowe możliwości, stanowi kryterium wyboru, bo odnosi się do celu rozwoju, do naszych dążeń i aspiracji.
Stworzenie takiej wizji leży w domenie państwa. I także w domenie państwa leży finansowanie badań podstawowych, sprzyjających jej realizacji. Ten cel mogą zrealizować jedynie profesjonalnie zarządzane instytuty badawcze, realizujące rządowe programy rozwoju kraju. Nie zrobią tego same instytucje akademickie, bo ich celem jest co innego: tworzenie dobra publicznego, jakim jest nauka. A tu chodzi o grunt pod działania komercyjne. O to, by produkować klocki lego, z których następnie biznes złoży innowacyjne produkty i technologie. Te klocki nie powstaną w ośrodkach akademickich, bo są za bardzo biznesowe dla nauki a produkty nauki są z kolei za ryzykowne dla biznesu. Potrzebny jest mediator z wizja i to jest nowa rola innowacyjnego państwa.

Na uroczystości otwarcia perspektywy finansowej UE 2014-2020 Pani Premier Ewa Kopacz powiedziała, że rekordowe fundusze europejskie (pół biliona złotych) mają pozwolić Polsce na kolejny skok cywilizacyjny: „W najbliższych latach Polska ma stać się jednym z 20 najbogatszych państw świata. To jest nasze marzenie, nasz cel i nasze zobowiązanie”. Na innowacyjne badania naukowe i wykorzystanie ich wyników w polskiej gospodarce wydamy ponad 40 mld zł.

Są zatem środki, są marzenia, co chcemy osiągnąć w najbliższych latach. Załóżmy, że się spełnią. Co potem? Jeśli wykorzystamy naszą szansę i wejdziemy na ścieżkę długotrwałego rozwoju, to będziemy dalej pomnażać nasz dochód. A jeśli to się nie uda? Co potem? Czy w procesie rozwoju chodzi tylko o kontynuację, czy też o coś więcej? Jestem zdania, że patrzeć należy bardzo daleko i dobrze jest mieć wizję, czyli odległy cel rozwoju naszego kraju. Dokonywanie trudnych wyborów, jak się rozwijać, wymaga kierowania się długofalowym kryterium. Dylemat „co potem?” rozwiązała Anna, bohaterka Oskarowej Idy. My też rozwiążemy. Trzeba tylko patrzeć w przyszłość najdalej jak się da.

Do góry